Padło przy ognisku pytanie. Co to jest wyczyn? W odpowiedzi kilka głosów, kilka przykładów. Ktoś zwalczył dealerów narkotyków w swojej szkole, ktoś pojechał na weekend w góry z rodzicami. Agnieszka nieśmiało stwierdziła, że dojście tutaj było dla niej wyczynem.
Odpowiedzi różne i to dobrze, bo przecież dla każdego wyczyn jest czymś innym, każdy sam sobie ustala granice. Leon podsumowując przytoczył sowa Gustawa: "Wyczyn to zrobić coś co jest niemożliwe". Ja zmieniłbym tylko jedno słowo: "Wyczyn to coś co się niemożliwym wydaje", bo przecież co rusz dokonujemy z pozoru niemożliwych rzeczy. Wspominam historię, która dla wielu właśnie taką może się wydawać.
Kilk godzin przed tym jak "padło przy ognisku pytanie" w pierwszą sobotę lutego szliśmy z naszej harcerskiej stanicy do centrum Milówki. Ze sobą kije, plecaki, ja z nartami. Przez Pawła i kilku innych wyśmiewany, bo stąpaliśmy po szarym asfalcie (jeszcze). Wiola dla pewności spytała: "Nie będziemy szli chyba po kolana w śniegu". Stało się inaczej. Po kilkuset metrach od Kamesznicy ja założyłem ski-tourowe narty, a reszta grupy zaczęła znaczyć ślady stóp w śniegu – nie po kolana – ale do pasa. Drogę torował Gruszkin - człowiek wielki, lecz niski. Zdarzało się więc że tonął i ginął nam z oczu. Tym bardziej że robiło się coraz ciemniej. W pewnym momencie szlak także zginął nam z oczu i przyszło nam zdobywać Baranią Górę własną drogą.
Mimo zmęczenia dotarliśmy na szczyt. Stanęliśmy wielce zaskoczeni, bo był on pusty. Czyżby to nie ten dzień. Okazało się, że byliśmy pierwsi. Nikt pewnie nie spodziewał się takiej ilości śniegu, więc wszyscy wyruszyli dosyć późno. Po kilku minutach, jak na zawołanie na szczyt Baraniej Góry zaczęli z różnych stron docierać zmordowani harcerze. Przybyli odważni z Katowic, Chorzowa, Gliwic, Opola i druga część naszego siemianowickiego towarzystwa. Rozbiliśmy namioty, rozgrzaliśmy zmarznięte kończyny, wypiliśmy ciepłą herbatę.
Po kilkunastu minutach zapłonęła pierwsza zimowa wędrownicza watra.
Pogadaliśmy, powspominaliśmy, nic nadzwyczajnego, żadnego wymyślnego programu. Po prostu doświadczyliśmy bycia razem. Osiągnęliśmy wspólny cel który dla każdego z osobna coś innego znaczył, coś innego każdemu z nas dał. Każdy stał się troszkę bogatszy w nowe doświadczenia. Kiedyś usłyszałem że prawdziwa szkoła charakteru dla młodego człowieka to morze , góry i pustynia. To oczywiście uogólnienie, ale skłaniam się ku tezie, że prosta droga bez pagórków i zakrętów wiele młodzieńca nie nauczy.
Było pięknie, zimno, momentami ciężko, przy ognisku na śniegu cudownie, w namiocie ciasno, słowem wspaniale.
W imieniu organizatorów, a właściwie inicjatorów tego zdarzenia 10 HDW z Katowic zapraszam za rok w pierwszą sobotę lutego. Spotkajmy się na szczycie Baranie Góry.
phm. Marek Woźniczka
|