100% UHARCERZOWIENIA W HARCERZU
Wpisany przez phm. Daria Siwka HR   
harcerz-lidNa pagonie belki, pod krzyżem podkładka, na koncie kilkanaście obozów, w szufladzie pamiątkowe sznury z minionych i obecnych funkcji. I… i to wszystko.






Jan Kowalski, przewodnik. Drużynowy drużyny wędrowniczej, zastępca komendanta szczepu, komendant hufcowego rajdu, który odbędzie się lada dzień. Do tego aktywny członek zespołu kwatermistrzowskiego hufca, opiekun kilku prób na stopień HO.

Jan Kowalski, student zaoczny zamiejscowego wydziału jakiejś uczelni, bezrobotny, ledwo potrafi się przedstawić w języku obcym. Dawno nie przeczytał żadnej książki „pozaharcerskiej”, nie ma pasji prócz tej, którą zwie harcerstwem.

To oczywiście przerysowana przeze mnie postać. Wierzę, że nie ma wśród nas osób, które poza harcerstwem nie mają nic więcej: ani pasji, ani rzetelnej nauki w szkole, ani pracy, w której się realizują. Wierzę, choć czasem mam wątpliwości

Byle być dobrym harcerzem
Spotkałam się ostatnio z takim stwierdzeniem, że wystarczy być dobrym harcerzem, a wtedy będzie się jednocześnie i dobrym synem, obywatelem, uczniem, pracownikiem. Zgadzam się z tym w zupełności pod warunkiem, że dobrze rozumiemy pojęcie „harcerz” i „instruktor”.
W końcu, jeśli ktoś realizuje próbę na stopień przewodnika, to wykonując tę pracę rzetelnie musi sobie już zdawać na pewno sprawę ze zdrowych proporcji między życiem społecznym, rodzinnym a harcerskim. Bo przecież ktoś, kto prowadzi drużynę wędrowniczą powinien bywać i w teatrze i na wędrówkach. To się samo przez się rozumie – że harcerstwo wychowuje do dorosłego życia.

Gorzej, gdy ktoś harcerstwem zastępuje wszystko
I oprócz znajomych z harcerstwa, wspomnień, które pochodzą tylko z harcerskich rajdów, książek na półkach, które dotyczą tylko harcerskich bohaterów, nie ma nic innego. Języka nie doskonali, bo nie jest to potrzebne na zbiórkach, nie wybiera dobrych studiów na dobrej uczelni – bo nie ma czasu na przygotowania (obóz przecież jest ważniejszy), nie zdobywa umiejętności – bo na prawo jazdy potrzebuje czas i pieniądze, które może przecież poświęcić na zbiórki.

Zdrowy dystans
Bo dla mnie być instruktorem, to być dobrym pracownikiem, przyjacielem, kimś z pasją. To zdobywanie nowych umiejętności, to znajdywanie czasu na ulubionego pisarza i na wędrówki (niekoniecznie z drużyną u boku). To zachowanie niezależności i współzależności zarazem. Dla mnie harcerz i instruktor to nie tylko aktywny członek drużyny czy komendy hufca, ale przede wszystkim osoba odnosząca sukcesy w szkole, realizująca się w pracy, wciąż się doskonaląca i stawiająca sobie poprzeczkę coraz wyżej. Nie tylko w czasie biegu sprawnościowego na obozie.

phm. Daria Siwka HR

Artykuł pochodzi z serwisu Harcownik Wielkopolski www.harcownik.zhp.wlkp.pl


Dodaj do:    Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar