|
22 lutego – Dzień Myśli Braterskiej. Dla mnie to data podwójne osobliwa, gdyż obchody tego właśnie święta były pierwszą imprezą, w jakiej uczestniczyłam w harcerstwie.
Od stycznia 2005r do stycznia 2010r minęło 5 lat. To spory okres czasu. Bywało różnie. Pierwsze trzy lata zapisały się pod hasłem przygoda, później powolna stagnacja, aż do zmiany drużyny i rozpadu poprzedniej. Dużo się pozmieniało…
Z osobami, z którymi w przeszłości spędzałam każdą wolną chwilę, dziś nie mam praktycznie żadnego kontaktu. Jednak po drodze, czasem przypadkiem poznałam innych ludzi, którzy stanowią dla mnie teraz ważną część życia…
Byłam zwykłym szarakiem, oseskiem nie rozumiejącym niczego, dziś pełnię funkcję przybocznej i staram się uczyć innych tego czego sama kiedyś się nauczyłam. Z różnym skutkiem, wiadomo…
Wielokrotnie zastanawiałam się kim bym była, gdyby w pewien styczniowy wieczór mój telefon nie zadzwonił i nie usłyszałabym w słuchawce zaproszenia na zimowisko do Kletna. O mały włos z resztą nie pojechałabym na nie przez moje niefrasobliwe, nastoletnie zachowanie. Ale udało się!
Nie rozumiejąc nawet pojęcia drużyna, kominek czy zaprawa spakowałam się i ruszyłam w drogę. Przyzwyczajona do szkolnych wycieczek, gdzie autokar odstawia nas pod drzwi pensjonatu, zabrałam pół szafy. Ledwo doniosłam plecak do schroniska. Ale udało się. Podczas zimy, ze Stronia Śląskiego do Kletna nie kursują autobusy, szliśmy więc piechotą. Nigdy nie zapomnę mojej radości na widok tabliczki oznaczającej cel naszej wędrówki. Magicznie dodała mi ona sił, całowałam ją i ściskałam…
W schronisku wiadomo, warunki stricte harcerskie, wszyscy spali „na kupie”. Podobało mi się to podobnie, jak wspólne robienie posiłków; nocne alarmy; długie poranne zaprawy. Wtedy postanowiłam, że zostaję w harcerstwie.
Dwa lata później, także w Kletnie, otrzymałam swój krzyż. Od tej pory to miejsce ma dla mnie szczególne znaczenie.
Kilka miesięcy po zimowisku, zaplanowaliśmy majówkę w Górach Sokolich. Szliśmy tam na piechotę ze Złotoryi, ja w adidasach. Po pierwszym dniu wędrówki moja lewa pięta stała się jednym, wielkim pęcherzem. Ale na ustach wciąż miałam wielki, bananowy uśmiech. Spaliśmy pod pałatkami. W nocy padał deszcz. Po przebudzeniu pierwszą rzeczą, jaką ujrzałam był wielki, kolorowy kamieniołom. W dole wybiła woda i teraz mieniła się wszystkimi kolorami tęczy. Chciałabym to kiedyś przeżyć jeszcze raz.
W Trzcińsku wzięłam udział w pierwszej w swoim życiu grze terenowej. Wygrałam ją. W nagrodę otrzymałam Pepsi 2l, a czułam się, jakbym wywalczyła złoty medal olimpijski…
W sierpniu 2007 roku na Światowym Zlocie ZHP w Kielcach zdawałam Trzy Szare Pióra. Były małe szanse, że mi się uda. Jestem okropną gadułą, więc jakim cudem miałabym przez 24h nie pisnąć ani jednego słówka? A jednak.
Trzeci dzień siedzi się samotnie w lesie. Później jednak przychodzi noc. Nigdy się tak jeszcze nie bałam. Chociaż starałam się jak mogłam, wyobraźnia wzięła nade mną górę. Drżałam zarówno przed duchami jak i dzikimi zwierzętami, a minuty wlekły się nieznośnie.
Po powrocie do obozu znalazłam kartkę pocztową z karykaturą osoby zdającej Trzy Szare Pióra i gratulacje od wszystkich. Cała przeżyta przed chwilą trauma ulotniła się momentalnie. Dałam radę, osiągnęłam to! Została tylko radość! Do dziś trzymam tę pamiątkę w szkatułce z największymi skarbami.
Tak wśród rajdów i biwaków osiągnęłam pełnoletniość. Gdy patrzę na moich rówieśników, którzy nie mają żadnej pasji ani wspomnień, ciarki przechodzą mi po plecach na myśl, że mogłabym żyć tak samo.
„Per aspera, ad astra” (Przez ciernie do gwiazd. Seneka) – przypomniało mi się hasło mojego dawnego, żeńskiego zastępu. Myślę, że jestem w połowie drogi…
Ktoś pokazał mi sposób na życie godny naśladowania; wartości, które ukształtowały moją osobowość; możliwość przeżycia przygód, które opowiadać będę dzieciom i wnukom.
Czas chyba teraz na rewanż. Nadszedł moment, kiedy to ja przejmuję pałeczkę, a kiedy ktoś tak, jak ja zakocha się i wpadnie po uszy w harcerski świat – dotknę gwiazdy. Ale jest ich przecież miliardy…
„Jeśli uda Ci się zrobić codziennie choć jeden dobry uczynek, spełnisz misję anioła na ziemi”. To przecież wcale nie takie trudne…
W moim sercu gości radość, szacunek, miłość i podzięka. Nie wiem czy zdołam kiedyś spłacić dług zaciągnięty przed pięciu laty podczas pięknego, lutowego święta. Obiecuję, będę się starała…
Dh. Celka
Przypis redakcji: powyższy felieton został przesłany przez autorkę do redakcji www.wedrownik.net z prośbą o opublikowanie - dla inspiracji, przemyślenia przez czytelników.
Czekamy na więcej takich inicjatyw!!! Jeśli jest coś czym chcesz się podzielić z czytelnikami wedrownika - wyślij nam artykuł oraz zdjęcia, a my chętnie go opublikujemy. Bardzo nam zależy, żeby wedrownik.net był tworzony przez wędrowników dla wędrowników!
Dziękujemy Druhnie Celce :)
|