| O pasjach i ich realizowaniu |
| Wpisany przez Katarzyna Pawkowska |
|
Wymieniłyśmy kilka maili i stąd wziął się pomysł na artykuł. Wydaje mi się, że Ula i jej sposób na życie są godne naśladowania. Dlatego pomyślałam, że warto poznać ją bliżej, a może nawet zarazić się trochę jej pasją i dzięki temu przekonać się, że „marzenia się spełniają". Obecnie w swoim życiu robisz bardzo dużo rzeczy. Gdybyś miała do dyspozycji tylko kilka słów, jakbyś określiła to, czym się zajmujesz... Lubię używać wielu słów, więc zamknięcie mojej wypowiedzi tylko w dziesięciu jest niezmiernie trudne. Ale jeśli chodzi o moje życie wystarczy w tej chwili jedno: poszukiwanie. Poszukiwanie własnej drogi, przygody, szczęścia, nowych pasji i wszystkiego, co sprawia, że życie staje się ciekawsze i bardziej koloroweJ
Czy miałaś jakiś plan na swoje życie „od zawsze"? O czym marzyłaś jako dziecko?
Gdy byłam mała, a wszystkie moje koleżanki chciały zostać piosenkarkami i księżniczkami, ja chciałam być strażakiem :) Później postanowiłam być weterynarzem, ale zrezygnowałam, gdy ktoś obalił moją idealistyczną teorię, że weterynarze zawsze ratują zwierzęta. Nie mogłam się pogodzić z tym, że jeśli nie będę w stanie im pomóc, zostanę zmuszona do ich uśmiercenia. Później przez bardzo długi okres nie miałam pojęcia, kim właściwie chciałabym być w przyszłości. Ciężko mi było sprecyzować i uporządkować wszystkie moje zainteresowania i połączyć z konkretnym zawodem.
Ale w końcu przyszedł taki moment, że musiałaś wybrać jakąś drogę... Trafiłam na kurs historii sztuki i taki też wybrałam kierunek studiów. Wszystko mogło się pewnie potoczyć bardzo spokojnie i rozważnie, gdyż historia sztuki nie należy do najbardziej ekscytujących i podwyższających poziom adrenaliny dziedzin. Ale na pierwszym roku studiów moje życie uległo nagle zmianie o 180 stopniJ
O jakiej zmianie mówisz, co ją spowodowało? Spotkałam ludzi, którzy pokazali mi, że scenariusz na życie nie musi ograniczyć się do prostego schematu dobrych studiów, pracy i dwutygodniowego urlopu w Międzyzdrojach. Że wszystkie marzenia można spełniać i nie trzeba ciągle tylko czekać na „swoją szansę". Na początku trafiłam do klubu wspinaczkowego, poznałam mnóstwo fantastycznych ludzi i zaczęłam z nimi podróżować. Później podjęłam decyzję o zmianie kierunku studiów i znalazłam swoją pierwszą pracę. Od tego czasu ciągle się coś dzieje i zmienia w moim życiu.
Jak zaczęła się Twoja przygoda z harcerstwem? Jestem harcerką od mniej więcej 1998 roku, kiedy to wybrałam się z koleżanką na tzw. „pokazową" zbiórkę po naborze w 64 Poznańskiej Drużynie im. 15 Pułku Ułanów Poznańskich. Później był pierwszy obóz, biwaki, kolejny obóz i Przyrzeczenie złożone w środku nocy przy blasku ogniska. To był szczególny moment i jak się później okazało wiele zmienił w moim życiu. W „sześć cztery" przeszłam właściwie całą drabinę hierarchii harcerskich funkcji i stopni. Od szeregowej, proporcowej i kronikarki, przez zastępową aż do przybocznej. Później nadszedł moment na stopień instruktorski i kolejną wielką zmianę: postanowiłam założyć swoją własną drużynę wędrowniczą. Przez dwa lata pełniłam funkcję drużynowej, ale niestety studia, praca oraz nowe zainteresowania (czyli głównie wspinaczka i podróże) sprawiły, że praca „z" i „w" drużynie zeszła na dalszy plan.
Jaki wpływ wywarła przygoda z harcerstwem na Twoje życie? Co w Tobie ukształtowało, co Ci dało, a może czegoś żałujesz... Właściwie nie żałuję niczego, co przeżyłam w swojej harcerskiej „karierze". Bo nawet nieudana próba stworzenia drużyny wędrowniczej czegoś mnie nauczyła. Nie zawsze można wygrywać. Dziś być może postąpiłabym inaczej, ale nie ma sensu gdybać o tym, co już minęło. Zostało mi mnóstwo przyjemnych wspomnień i wielu znajomych, z którymi spotykam się do dzisiaj. Myślę, że każdy, dla kogo harcerstwo to „coś" więcej niż tylko jeden biwak czy obóz, może śmiało powiedzieć, że ukształtowało go. Osobiście bardzo trudno jest mi oddzielić czas, gdy była to tylko zabawa i bieganie po lesie, od momentu, gdy pewne ideały i wzory postępowania zaczęły oddziaływać na moje życie. Ciężko mi wymienić konkretne cechy i umiejętności, jakie zdobyłam podczas tych lat. Musiałabym umieścić obok siebie zdolność posługiwania się kompasem, gotowanie zupy z pokrzyw i rozbijanie namiotu, a zaraz później pracę w grupie, szacunek do innych ludzi i determinację w dążeniu do celu.
Podróże..., dlaczego Twój wybór padł akurat na tę płaszczyznę? Zawsze lubiłam podróżować, ale przez większość mojego życia były to raczej „po-dróżki", weekendowe biwaki i obozy w lesie. O wielkich wyprawach marzyłam, ale wydawało mi się, że są to marzenia nie do spełnienia. Równie abstrakcyjne, jak chęć odbycia podróży na księżyc. I nagle poznałam ludzi, którzy uświadomili mi jak bardzo się myliłam. Kiedy jechałam na Sardynię (mój pierwszy wyjazd z klubem wspinaczkowym On-Sight) postanowiłam sobie, że jeśli to się uda, to będę mogła osiągnąć wszystko i zrealizować każde swoje marzenie. Nigdy nie potrafiłam usiedzieć długo w jednym miejscu. Zawsze chciałam wszędzie wejść, zajrzeć, wszystkiego spróbować. Gdy byłam mała Tata, zamiast bajek o Królewnie Śnieżce, czytał mi powieści przygodowe Jacka Londona i Juliusza Verne'a. I może właśnie stąd wzięła się moja chęć odkrywania i poznawania nowych miejsc i ludzi. Chciałam być jak traper poszukujący złota, a nie jak dama sprzątająca w domu po krasnoludkachJ
W jaki sposób wybierasz miejsca, do których wyjeżdżasz. Co Cię najbardziej pociąga? Pomysły na podróże biorą się tak naprawdę zewsząd. Chciałabym przejść szlak kościołów pielgrzymkowych z Francji aż do Santiago de Compostela w Hiszpanii, bo uczyłam się o nich w czasie studiów. Chciałabym wejść na Kilimandżaro, bo to magiczna góra z książek o Afryce, które czytałam i skromny wstęp do „korony świata". Pojechałam się wspinać na Majorkę, bo mój przyjaciel obiecał mi słońce i palmy.J Wybieram się na Kubę, bo uwielbiam film „Havana nights" i muzykę Buena Vista Social Club. Moim zdaniem najlepsze pomysły na podróże zaczynają się od impulsu. Nie cierpię zorganizowanych wycieczek z gotowym programem i wyliczonym czasem na wizytę w toalecie. Nie lubię przeludnionych miejsc z tłumem rozwrzeszczanych turystów w krótkich spodenkach i czapeczkach z daszkiem. Ale są takie miejsca, które w moim odczuciu po prostu „wypada" odwiedzić. Dlatego np. odwiedzam takie miasta jak: Rzym, Ateny czy Wenecja. Dla mnie sztuka jest prawdziwie żywa tylko, kiedy mogę ją oglądać „twarzą w twarz". Żadna reprodukcja nie odda atmosfery obrazów Caravaggia wiszących w ciemnej kaplicy rzymskiego kościoła. Tak samo, jak żadne zdjęcie nie pokaże monumentalności i spokoju greckich świątyń. To jeden z powodów, dla których zrezygnowałam ze studiów historii sztuki: nigdy nie wystarczały mi czarno-białe obrazki w książkach. Ja chciałam wszystko dotknąć, zboczyć fakturę materiału i pojedyncze pociągnięcia pędzla.
No tak, ale to wszystko kosztuje. W jaki sposób finansujesz swoje wyjazdy? Wszystkie moje wyjazdy staram się finansować sama. Od dwóch i pół roku pracuję w najróżniejszych miejscach: jako animatorka i opiekunka do dzieci; przy obsłudze ściany wspinaczkowej; w sklepie turystyczno-górskim; w firmie wysokościowej, jako projektant grafiki komputerowej, fotograf, korepetytorka z historii sztuki, a ostatnio głównie, jako renowator zabytków. Czyli ziarnko do ziarnka...:) Jak często wyjeżdżasz i jakie miejsca odwiedziłaś? Oczywiście za rzadko, J ale jednocześnie zawsze, gdy tylko mam okazję i możliwości (najczęściej chodzi niestety o możliwości finansowe). Uwielbiam i jestem uzależniona od podróży w każdej postaci, więc gdy nie mogę sobie pozwolić na dwutygodniowy wyjazd do Grecji czy Maroka, czasami wystarczy jeden dzień w górach czy nad morzem. Po prostu budzę się rano z myślą, że już czas gdzieś wyjechać i choćby odrobinę zmienić klimat. Moi znajomi śmieją się ze mnie, gdy po kolejnej podróży mówię, że tym razem muszę sobie zrobić przerwę i posiedzieć trochę w domu. Zazwyczaj ta przerwa nie trwa dłużej niż miesiąc.J Od jakiegoś czasu jestem właściwie permanentnie w podróży, gdyż moja aktualna praca związana jest z kolejnymi przeprowadzkami. W 2007 roku byłam w Maroku, na Majorce, w Niemczech - w Bawarii, na Krymie, w Grecji (wyspa Kalymnos oraz Ateny) oraz w Wenecji. Ale zawsze uważałam, że ważniejsze jest to w ilu miejscach jeszcze nie byłam i jak wiele rzeczy chciałabym jeszcze zobaczyć.
Czy łatwo jest znaleźć partnera, grupę, która podziela Twój entuzjazm i wspólnie wyjeżdżacie? Czy może zdarza się, że realizujesz swoje plany sama? Marzy mi się jakaś samotna podróż, choćby niedługa, żeby na chwilę odpocząć od wszystkich i wszystkiego. Najczęściej jednak wyjeżdżam z przyjaciółmi również, dlatego że to jednak bezpieczniejsze niż podróżowanie w pojedynkę. Kiedy pada pomysł wyjazdu, zwłaszcza jakiegoś bardziej egzotycznego, zazwyczaj mnóstwo chętnych zgłasza swoją chęć towarzyszenia, ale bardzo często zdarza się, że w miarę konkretyzowania się planów towarzystwo powoli się wykrusza. Tak było chociażby z rowerowym wyjazdem na Krym. Skończyło się na tym, że zostałyśmy same z koleżanką i trzeba było podjąć decyzję czy sobie odpuszczamy, czy jednak wbrew wszelkim przeciwnościom próbujemy... Pojechałyśmy i mimo że prawie nikt w nas nie wierzył przejechałyśmy cały Krym od morza do morzaJ
Zdradziłaś już, że „programowe" wycieczki, ani drogie hotele to nie jest to, co Cię kręci. W takim razie jak wygląda mniej więcej przebieg planowania podróży, a potem sam wyjazd? Może masz jakieś rady, które warto wykorzystać? Właściwie każda kolejna podróż to inni ludzie. Wszystko zależy od celu i kierunku. Jeśli jest to wyjazd w skały to wiem, że mogę liczyć na chłopaków z klubu i ze ściany, ale jeśli jadę np. do Rzymu to wiem, że będzie to moja przyjaciółka, bo tylko ona jest w stanie wytrzymać moje tempo i natężenie zwiedzania. Najważniejsze jednak, że są to ludzie, na których mogę zawsze polegać i którym ufam. Wiem, że będziemy się razem dobrze bawić nawet, gdy przez kilka dni nie można wyjść z namiotu, bo leje albo, gdy trzeba koczować na dworcu kilkanaście godzin w oczekiwaniu na jakiś środek transportu. A Twoje inne pasje...? Z braku czasu staram się nieco zawęzić i powiązać ze sobą wszystkie moje pasje. Do tych najważniejszych na pewno należy fotografia i wspinaczka. Ze wspinaniem wiąże się spora część moich podróży oraz praca (prowadzę sekcję wspinaczkową dla dzieci, które zresztą też są moją pasją i uwielbiam z nimi pracować). Fotografia jest dopełnieniem wszystkich moich podróży, a zdarza się, że ich głównym celem i tematem. No i oczywiście sztuka w każdej postaci. Jestem nawiedzonym „zwiedzaczem" i mało kto jest w stanie wytrzymać ze mną i dotrzymać mi kroku, gdy w pobliżu są jakieś stare kościoły albo muzea. J Są też niestety pasje, na które mam za mało czasu albo, z których na razie musiałam zrezygnować, jak np. nurkowanie.
Czyli intensywnie w każdej kwestii. To zdradź w takim razie marzenia i plany podróżnicze na najbliższy czas. Jest ich strasznie dużo jak zwykle, ale to tylko pomysły, które zmieniają się czasami z minuty na minutę: - wejść na Kilimandżaro, - wejść na Mount Blanc, - przejechać z Barcelony do Lizbony rowerem przez całą Hiszpanię, - pojechać do Ameryki Południowej albo na Kubę, - przejechać koleją transsyberyjską aż do Pekinu, - zobaczyć kangury w Australii, - pojechać wspinać się na Sycylię, a po drodze odwiedzić Neapol J
Trzymam kciuki za realizację, ale czytając o tych marzeniach rodzi się pytanie - po co to robisz? Co dają Ci wyjazdy, czego uczą, co Cię ciągnie do tego, żeby nie siedzieć w miejscu... To jest dopiero pytanie rzeka. Podróże, a szczególnie ludzie, których spotykam, całkowicie zmienili moje podejście do życia i sposób widzenia świata. Zrozumiałam, że jest wiele scenariuszy na życie i tylko ode mnie zależy, jaki wybiorę. Ale myślę, że najważniejszą rzeczą, jakiej się nauczyłam to to, że trzeba ufać innym ludziom. I nie ma to nic wspólnego z naiwnością i lekkomyślnością. Nie wolno zamykać się na inne kultury, na inny - niezrozumiały dla nas świat. Człowiek, który ogląda wszystko z pięciogwiazdkowego hotelu i zza przyciemnianej szyby limuzyny nigdy nie pozna miejsca, na które patrzy. Nie wolno oceniać ludzi po wyglądzie, po kolorze skóry ani języku, którego używają.
W wedrownik.net znajdziecie kilka tekstów Uli (w dziale Artykuły) - zachęcamy do czytania.
|
Nie znam osobiście Uli. Zafascynowały mnie jej artykuły o podróżach, wspinaczce, wyborach życiowych...